Wyobraź to sobie.
Scrollujesz Tindera.
Widzisz opis: „kocham życie, podróże i ludzi”.
Każdy, kto był na apce randkowej kojarzy. 😉
Ale to tylko część bezpłciowych profili. W tym konkretnym brakuje też zdjęć.
Co robisz? Swipe w lewo.
I teraz powiem ci coś brutalnego o branży marketingowej i brandingowej.
Tak właśnie działa większość stron firmowych i komunikacji marek. I nie dlatego, że wybierasz źle, tylko wierzysz w stereotyp, że ładna strona sprzeda wszystko…
Na takiej stronie poza ładnym szablonem jest i opis. Ale kiedy klient próbuje „złapać vibe”, okazuje się, że to pustka. Zero konkretów, zero emocji, zero haczyka.
A przecież klient nie przyszedł oglądać zdjęć Twoich certyfikatów.. Klient przyszedł „na randkę”, czyli sprawdzić, czy jesteście sparowani. 😉
Piękny profil ≠ dobre pierwsze wrażenie
Zadziwiająco często widzę marki, które inwestują fortunę w logo, zdjęcia stockowe, idealne fonty. Strona wygląda jak cover „Vogue Business”. Sesja biznesowa i fryzjer co tydzień.
Co z tego, jeśli po 3 minutach nadal nie wiadomo:
- Czym Ty się właściwie zajmujesz
- Dlaczego miałabym wybrać właśnie Ciebie
- Co mogę dostać tu i teraz
To jest dokładnie ten moment, w którym klient robi mentalny swipe left.
Powszechna choroba biznesów: „ładne, ale puste”
Przez 12 lat audytów widziałam ten schemat setki razy:
- Firma wydaje krocie na rebrand.
- Otrzymuje stronę, która wygląda jak małe dzieło sztuki.
- Wszystko błyszczy, pachnie profesjonalizmem.
- Sprzedaż… nie rusza. A czasem spada.
Dlaczego?
Bo większość ludzi projektuje pod konkurs piękności, a nie pod sprzedaż.
To tak, jakbyś wstawiła na Tindera perfekcyjnie obrobione zdjęcie kawy z Bali, licząc, że to wystarczy do zakochania na w Tobie na zabój.
P.S. Jeśli tak myślisz, zamknij tę stronę i przepadnij. 😈🤣😂😅
Wybij sobie z głowy mity
A zaczniesz sprzedawać.
Mit 1: „Dobry design sam się sprzeda”
Piękna grafika bez treści sprzedażowych jest jak supermodel na randce, który nie potrafi sklecić zdania. Przyciąga wzrok, ale nie zostaje w pamięci.
Niby posiedzisz, ludzie patrzą, podnosi Twój status… ale jak długo z nim wytrzymasz? 😉
Mit 2: „Klient się domyśli”
Nie, nie domyśli się. Klient nie ma czasu ani cierpliwości na rozszyfrowywanie Twoich „innowacyjnych rozwiązań dla cyfrowej transformacji”.
On chce wiedzieć: czy to rozwiąże mój problem? Jak i kiedy.
Mit 3: „Jak będę mówić do wszystkich, to złapię więcej klientów”
Tak, jasne. To tak, jakbyś w barze krzyczała „kocham Cię! Ożeń się ze mną!. Efekt? Nikt nie zareaguje, bo każdy pomyśli, że to nie do niego.
Komunikacja dla wszystkich = komunikacja dla nikogo.
Mit 4: „Klientowi wystarczy, że pokażę, jak bardzo się staram”
Nie. Nikogo nie obchodzi, że pracujesz po nocach i masz dyplomów więcej niż lekarz rodzinny. Klienta obchodzi tylko jedno: czy dostanę efekt, którego potrzebuję.
Reszta to dla niego tło..
Mit 5: „Jak zrobię wielką listę usług, to na pewno coś wybierze”
Yeap… Magda Gessler by ci wyjaśniła, jak działa menu, gdzie jest 200 dań od sushi po kebab. Schowaj talerze. 😉
Efekt? Zdezorientowany klient, który zamawia wodę, bo nie wie, co wziąć. Lepiej podać jedno danie niż proponować pięćdziesiąt, których nikt nie ogarnia.
Jak rozpoznać markę-widmo?
Wchodzisz na stronę i niby wszystko wygląda super – ładne zdjęcia, piękny font, kolory jak z Pinteresta – a po 30 sekundach zastanawiasz się, co konkretnie zyskasz. I jak to zamówić. 🙂
To właśnie jest marka-widmo. Ma stronę, ale brakuje struktury. Jakiej? Proszę bardzo. Neuromarketing, UX, psychologia sprzedaży i direct copywriting. Jedziemy.
1. Zero konkretów
Brak cen, brak case studies, brak procesu współpracy.
Czyli: same ogólniki.
Do tego treści jak z ulotki geriatrii: „Oferujemy kompleksowe rozwiązania dla biznesu.”
A wystarczy dać tak: „Pomagamy małym firmom obniżyć koszty energii o 30% w ciągu 3 miesięcy – bez zmiany dostawcy.”
Patrz! Jaki sensowny komunikat, który od razu mówi dla kogo, jakie profity, konkretnie w liczbach i w czasie – zamiast pierdolamento kompleksowych rozwiązań.
2. Gwiazda musi błyszczeć…
Nie ma litości – jeśli masz narcystyczne zapędy, to schowaj je do szafy. Twoja strona nie zacznie sprzedawać, jeśli pompujesz ckliwe historie o swoich certyfikatach.
Chyba że obsługujesz najnowszą maszynę odmładzającą twarz. I jesteś jedyną osobą w PL, która umie to robić. TAK! Wtedy o tym krzycz.
Klasyk. „Jesteśmy zespołem pasjonatów z wieloletnim doświadczeniem.”, „Nasz zespół to eksperci w dziedzinie nowych technologii.”
No świetnie, ale klient myśli tylko jedno: „i co ja z tego mam?”
To, co grzeje: „Twoje systemy przestaną się wieszać. Twoi ludzie zaczną wreszcie pracować, a nie walczyć z komputerami.”
3. CTA-wydmuszki
„Dowiedz się więcej” to nie jest call to action.
To jest jak zaproszenie: „przyjdź, posiedź, zobaczymy, co się stanie”, „Skontaktuj się z nami.” Kto jest bez winy, niech pierwszy… Ja też to mam na stronie, no ale. 😉
To, co działa: „Umów darmową 15-minutową konsultację i sprawdź, jak szybko możemy rozwiązać Twój problem.”
4. Niewidzialne obietnice
Marki-widmo kochają frazesy typu:
„najwyższa jakość”, „indywidualne podejście”, „profesjonalna obsługa”, „Zapewniamy profesjonalizm na każdym etapie współpracy.”
Czyli coś, co brzmi jak losowe zdania z ulotki banku.
To, co grzeje: „Jeśli nie odpowiemy na Twoje zgłoszenie w 48 godzin – płacimy Ci 200 zł kary umownej.”
5. Nikt nie widział, nikt nie słyszał…
Na stronie marki-widma klient nie znajdzie ani opinii, ani przykładów realizacji, ani liczb.
A ludzie chcą wiedzieć: „czy to działało gdzieś indziej?”
Generyk: „Zaufały nam setki klientów.”
To, co działa: „Pomogliśmy 327 firmom w Polsce zwiększyć sprzedaż średnio o 42% w pierwszym roku.”
Ofkoz tu pociągnij case study.
Jak widzisz marka-widmo mówi ładnie, ale nie daje mięsa.
A klient, który dostaje tylko ogólniki, znika. Tak samo, jak Ty przewijasz profil na Tinderze, gdzie w opisie jest: „kocham życie, podróże i ludzi”. Na ładnym, to jeszcze zawiesisz oko, ale jak nie ma nic do zaoferowania, to pójdziesz dalej.
Jak to naprawić?
1. Test pubowy 🍺
Masz powiedzieć, czym się zajmujesz, tak żeby kumple przy piwie zrozumieli. Jedno zdanie. Zero żargonu.
2. Reguła kebaba o 2 w nocy
O 2 w nocy człowiek nie szuka finezji. Szuka szybkiego jedzenia, bo jest głodny.
Twoja strona powinna działać tak samo.
Nawet zaspany człowiek w 2 sekundy ma wiedzieć, czy oferta jest do niego i co będzie z tego miał. Jeśli ograsz to dobrze, ustawi się do ciebie kolejka chętnych.
3. Dowody zamiast deklaracji
„Jesteśmy najlepsi” = śmiech na sali oraz ryzykowne pytanie: W czym?
„98% klientów wraca w kolejnym roku” = konkret, który już działa.
4. Konkretny następny krok
Nie „dowiedz się więcej”.
Tylko: „Umów darmową konsultację 15-minutową”.
Jak ożywić jeszcze bardziej stronę swojej marki?
Pokaż efekty. Dokładnie, jak klinika medycyny estetycznej: PRZED i PO. 😉
Weźmy na warsztat jedną firmę.
Firma IT, 50 pracowników.
Strona piękna, zapytań zero.
Tekst przed: „Dostarczamy innowacyjne rozwiązania technologiczne wspierające cyfrową transformację przedsiębiorstw.”
Jestem oszołomiona tym tekstem. ! Szczerze !
Tekst po mojej ingerencji: „Skracamy kolejki w Twoim sklepie o 40% dzięki inteligentnym kasom samoobsługowym. Wdrożenie w 2 tygodnie.”
Efekt? +340% zapytań w 3 miesiące.
Można? Można.
Dlaczego firmy tak nie robią?
No bo przecież umiem pisać, to sobie napiszę… albo Ejaj mi zrobi. 😅😂🤣
Koniecznie wejdź o mojego portfolio i sprawdź treści na stronach PRZED i PO. Tu masz link:
Ale nie tylko to.
Dobre treści na strony i direct copywriting ma swoją cenę
Prosta, skuteczna komunikacja to „tajna broń”. Jak ją robić wiedzą tylko ci, co biorą 20, 50 czy 100 tysięcy złotych za zlecenie. Ja biorę trochę mniej i na raty. 😉
Albo to, albo masz frazesy i ładne szablony. A sprzedaż stoi.
Bo nikt nie mówi, jak komunikować
A poza tym, to trudne i złożone – moje babki na spotkaniach płaczą.
Nikt nie uczy przedsiębiorców, jak pisać językiem klienta i jak sprawić, by drugi człowiek kliknął „kupuję”. Nie uczy, bo się nie da. Bo to proces i MUSISZ się tym zajmować w boju, żeby rozumieć. Także daruj sobie kursy o copywritingu – mówię Ci to ja, stara wyżeraczka.
Bo ta wiedza jest przewagą
Przewagą dostępną tylko dla osób, które mają takie budżety…
Także tak…
Możesz mieć stronę błyszczącą jak Ferrari.
Ale jeśli nie wyjedziesz z garażu rycząc silnikiem, nikt się o tym nie dowie.
A klient nie chce ładnych mebli.
Chce rozwiązań, które działają.
Pytanie brzmi: czy Twoja marka to real deal, czy tylko profil z Tindera bez zdjęć?
Sprawdź, czy Twoja komunikacja naprawdę sprzedaje i co blokuje Twoją rakietę!
Totalnie za free – to znaczy za maila, ale to uczciwa wymiana, bo dostajesz gotowe narzędzia do audytu. Rozwiązanie, które zaoszczędzi Ci 2 lat straconego czasu na błędy marketingowe. A także tysiące złotych na nietrafione kursy o copywritingu.


